Spermageddon? Co naprawdę wiadomo o spadku płodności mężczyzn

Czy jakość nasienia faktycznie spada, a ludzkość czeka „spermageddon”? Michael Carroll z Manchester Metropolitan University, który zajmuje się biologią rozrodu, przekonuje, że dowody na dawny spadek liczby plemników istnieją, ale obraz jest dużo bardziej złożony niż w internetowych komentarzach. Problem dotyczy też tego, jak o męskiej płodności się mówi.
Spadek jest, ale nie wszędzie
Według Carrolla istnieją przekonujące dowody na to, że w ostatnich dekadach liczba i stężenie plemników malały. Jednocześnie dane nie są jednolite. Duńskie badanie młodych mężczyzn nie wykazało spadku między 1996 a 2022 rokiem, a irlandzka analiza obejmująca 15 tysięcy mężczyzn z lat 2008–2023 pokazała wzrost stężenia plemników o 23 proc. Trzeba jednak pamiętać, że duńskie dane pochodziły od rekrutów wojskowych, a irlandzkie zebrano retrospektywnie w klinice leczenia niepłodności. Najlepsze byłyby badania prospektywne, w których obserwuje się te same grupy ludzi przez lata.
Liczba plemników nie mówi też wszystkiego o płodności. Carroll podaje, że z 300 milionów plemników, które trafiają w okolice szyjki macicy, do komórki jajowej dociera zaledwie kilkadziesiąt. Wciąż nie wiadomo na przykład, jak dokładnie plemniki ją odnajdują.
Dlaczego dzietność spada
Światowy współczynnik dzietności zmalał z 5,3 w 1963 roku do 2,2 w 2024 roku. Większość państw europejskich jest poniżej poziomu zastępowalności, np. Wielka Brytania ma 1,6, a Hiszpania 1,1. Ludność świata nie kurczy się tylko dlatego, że ludzie żyją dłużej, a śmiertelność niemowląt spadła. Carroll zwraca uwagę na koszty: według niektórych szacunków wychowanie dziecka to około 280 tys. dolarów. Do tego dochodzą lęk przed zmianami klimatu i wiek rodziców, także ojców. Za zaawansowany wiek ojcowski uznaje się 40–45 lat, a u starszych mężczyzn częściej występują uszkodzenia DNA i mutacje, co wiąże się z wyższą częstością zaburzeń neuropsychiatrycznych u potomstwa.
Niepłodność dzieli się mniej więcej po równo: około 30 proc. przypadków wynika z przyczyn po stronie kobiety, około 30 proc. po stronie mężczyzny, a kolejne 30 proc. pozostaje niewyjaśnione. Mężczyźni, którzy słyszą diagnozę, często odczuwają wstyd i wątpią w swoją wartość.
Testosteron nie jest eliksirem
Carroll krytykuje modę na testosteron promowany przez influencerów jako szybki sposób na energię. Spadek witalności częściej wynika ze złego snu lub diety. Dodatkowy testosteron może przy tym zaszkodzić płodności: mózg dostaje sygnał, że hormonu jest dość, i wyhamowuje jego produkcję w jądrach, a z nią produkcję plemników. Skrajnym przykładem są kulturyści, u których dochodzi do zaniku jąder. Podobny mechanizm dotyczy finasterydu, leku na łysienie, który blokuje hormon DHT. Anaboliczne sterydy mogą z kolei prowadzić do azoospermii, czyli braku plemników w nasieniu, która nie zawsze ustępuje po odstawieniu środków.
Carroll radzi krótko:
- „Nie bierzcie porad zdrowotnych z mediów społecznościowych!” – mówi Carroll.
Płodność pogarszają też papierosy, które wiążą się z mniejszą objętością nasienia, niższą liczbą plemników i większymi uszkodzeniami DNA. Z otyłością wiąże się raczej niepłodność niż sam niski wynik nasienia, a większość otyłych mężczyzn jest płodna. Znaczenie ma także cały „ekspozom”, czyli suma czynników środowiskowych i stylu życia: zanieczyszczenia, substancje zaburzające gospodarkę hormonalną, plastik, przetworzona żywność.
Co z tego wynika dla polskiego czytelnika
Choć omawiane dane pochodzą m.in. z Danii i Irlandii, wnioski są uniwersalne. Polska, podobnie jak większość Europy, mierzy się z niską dzietnością, a wiele par odkłada decyzję o dziecku. Warto więc pamiętać, że erekcja i obecność nasienia nie oznaczają jeszcze dobrej płodności. Carroll zauważa, że mężczyźni zwykle zaczynają szukać informacji dopiero wtedy, gdy starania o dziecko się nie udają.
W praktyce, jeśli para długo bezskutecznie stara się o dziecko, badanie powinien wykonać także mężczyzna, a nie tylko kobieta. Terapię testosteronem, suplementy „na męskość” i leki hormonalne warto traktować jak każdą ingerencję w układ hormonalny, czyli konsultować z lekarzem. Z artykułu nie wynika, jak wyglądają dane dla Polski, więc nie wiadomo, czy w naszym kraju jakość nasienia zmienia się tak samo jak w innych państwach.
Źródło: The Guardian – „The truth about testicles: are we facing spermageddon?”





